sobota, 12 sierpnia 2017

Mamuśkowe supermoce

Hej,
w ramach cyklu perentingowego mam dla Was wpis, który może zainteresować wiele młodych mam. Często pytacie mnie, skąd biorę na wszystko czas. Ba! Większość osób myśli, że mam zapewnioną dla Pani Kłopocikowej opiekę. Tu się mylicie, sprawuję nad nią pieczę niemalże na okrągło. Czasem zdarzy mi się oddać ją pod skrzydła babci, czy zostawić z tatusiem, ale to tylko wtedy, gdy muszę dojechać do klientki, czy załatwić coś "dorosłego". Jak zatem radzę sobie z wszystkimi wyzwaniami zawodowymi, opieką nad dzieckiem, ogarnięciem domu oraz swoimi pasjami?
 Podstawa to rutyna!

Już w ciąży wiedziałam, że swoją córeczkę będę starała się przystosować do pewnych schematów dnia. Dlatego od pierwszych dni starałam się pilnować godzin kąpieli, powtarzać czynności w takiej samej kolejności, dzielić dzień na pory zabaw oraz wyciszenia. Nie jest to łatwe. Nie można traktować takiego wychowania jak tresury a dopasować się nieco do dziecka. Były okresy, gdy mała zmieniała sobie pory drzemek lub w ogóle z nich rezygnowała, co wpływało też na przesunięcie innych naszych rytuałów. Jednak teraz, gdy ma skończone pół roku znamy się wzajemnie na tyle dobrze, że wiem kiedy spodziewać się dłuższego snu a kiedy nastawić się na wspólne harce. Ułatwia mi to zaplanowanie swoich obowiązków oraz pozwolenie sobie na chwilę relaksu.

Nie spinaj się!

Jestem z tych, co gdy coś nie idzie zgodnie z planem bardzo się irytują. Jeśli nie spełnię jakiegoś swojego załozenia czuję frustrację a nawet wyrzuty sumienia. Jestem w stanie zarwać noc, żeby zrobić wszystko co chciałam w danym dniu. Dziecko nieco oduczyło mnie tego natrętcwa. Owszem, nadal poczyniam listę rzeczy do wykonania, ale wiem, że najważniejsza jest Kłopocikowa. Jej humorki czasem nie pozwalają na 100% realizację planu, ale potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć a wtedy dostaję supermocy i działam. Tak jest na przykład dziś, gdy piszę ten post.

Bądź egoistką!

Czasem warto zamówić pizzę, zamiast ślęczeć nad garami lub darować sobie mycie okien, gdy organizm aż prosi się o spacer. Jeśli Ty będziesz zmęczona, sfrustrowana i zaniedbana, emocje przeżucą się na dziecko. Mąż raczej nie będzie zadowolony, że rozładowujesz złość na nim zamiast cenne chwile spędzić na miłej pogawędce a Ty nie wytrzymasz sama z tą nabuzowaną wariatką :)

Nie pracuj!

Nie mówię o rezygnacji z aktywności zawodowej a o przekuciu zainteresowań w pracę. Wtedy nie poczujesz się obarczona obowiązkami. Dla mnie praca, czyli malowanie, blogowanie, czy redagowanie tekstów to wręcz relaks. Budżet domowy nie cierpi a ja zamiast czuć zmęczenie, ładuję akumulatory i karmię się kolejnymi kreatywnymi wyzwaniami.

Ucz samodzielności!

Zauważyłam, że większość młodych mam zabiera sobie czas na własne życzenie. Nawet, gdy dzidziuś chce się sam pobawić, wolą być cały czas przy nim. Wiadomo, że każda z nas ma w sobie poczucie lęku, instynkt nakazujący nam bronić szkraba przed każdą krzywdą. Pamiętajcie jednak, że dziecko musi poznać świat, nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić za bobasa, to on sam musi gryźć, dotykać, rzucać, obserwować- tak uczy się życia. Nie wolno też w pełni bronić przed bólem, strachem, oczywiście należy nie narażać na cierpienie, ale jeśli dziecko podczas zabawy uderzy się zabawką dowie się, że tak się czasem dzieje, że poboli i przestanie. Jeśli na chwilę wyjdziemy do innego pomieszczenia maleństwo może płakać, ale po kilku razach dowie się, że nie znikamy na zawsze. Absolutnie nie jestem za pozwalaniem dziecku na długi płacz. Stoję w szeregu ze zwolenniczkami rodzicielstwa bliskości, ale takie rozsądnej i odpowiedzialnej. Póki co uda je się to, Kłopocikowa ma ponad pół roku a już nie płacze, gdy sama sobie strzeli plaskacza, czy uderzy główką o czoło taty podczas ich szaleństw. Już nie jest przerażona nagłymi dźwiękami, choć niedawno ją bardzo drażniły a niektórych wręcz zaczyna się śmiać.




Mam nadzieję, że choć troszkę pomogłam. Bywają dni lepsze i gorsze, ale dziecko to nie zaprogramowany robot a żywa istota: pełna emocji, potrzeb. Ważne, że odnajduję się w roli matki a sobie i światu chcę udowodnić, że to mnie nie ogranicza a wręcz daje motywację do działania. Was zachęcam do tego samego!

2 komentarze:

  1. Podziwiam, że potrafisz tak sprytnie zarządzać czasem - ja czasami mam problem zorganizować sama siebie, a co dopiero takie maleństwo! Myślę, że Twoją córeczkę czeka bardzo szczęśliwe dzieciństwo w towarzystwie zadowolonej z życia mamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś nie umiałam się zorganizować. Wszędzie się spóźniałam, lodówka ciągle pusta, kasa szybko znikała z konta... Teraz mam wszystko pod kontrolą :D
      Dziękuję za Twój komentarz, moim celem jest uszczęśliwić córkę, ale nie swoim kosztem, póki co jestem na dobrej drodze :)

      Usuń

Anonimowych proszę o podpisywanie się pod komentarzami. Komentarze obraźliwe, zawierające spam, niepodpisane lub będące tylko reklamą nie będą umieszczane.
Na pytania odpisuję pod Twoim komentarzem.

Copyright © 2016 by Magdalena Magdziarz , Blogger